Kategorie: Wszystkie | Wyobraźnia
RSS
wtorek, 08 marca 2016
środa, 27 stycznia 2016

Kilka dni temu miała miejsce Ceremonii Otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016.

Był to niewątpliwie,dowód na to,że jesteśmy,południowym krajem przypadkowo rzuconym,przez zły los na północ.Organizowanie pochodów,wraz z imprezą plenerową o tej porze roku,był,delikatnie mówiąc,ekscentryczny.Opatrzność(El Nińio)zlitowała się nie zsyłając siarczystych mrozów,o których organizatorzy pewnie nie słyszeli.Słychać było za to dzwonienie zębami Wrocławian,którzy brali udział w pochodach,co prawda miał to być dzwięk dzwonków, które każdy uczestnik powinien,na prośbę organizatorów,wziąć ze sobą z domu,ale co tam......

Na samym starcie,było spore opóznienie,platformy(ach,znowu Platforma...)na których umieszczono tematycznie,Duchy,czyli zobrazowanie żywiołów,dzięki którym miał powstać Wrocław,niestety miały problemy techniczne,sami organizatorzy,stracili ze sobą łączność,co w dobie telefonów komórkowych zakrawa na kpinę.Pewnym wyjaśnieniem,może być fakt że scenariusz występów nie dla wszystkich uczestników był jasny,np młodzież ze szkoły muzycznej,była totalnie zaskoczona przebiegiem poszczególnych etapów ceremonii,a byli wszak jej częścią.Potem długie oczekiwanie na finał,w stylu akademii ku czci,i światło zgasło...

Dosłownie,podobno jakieś zwierzę przegryzło kabel zasilający,grubości mojego przedramienia,miała być to Kuna,hm..

13:51, manonegraa
Link Komentarze (8) »
sobota, 23 stycznia 2016

W alchemicznym dziele Hermesa Trismegistosa "Tabula Smaragdina"zawarta jest myśl, To, co jest niżej, jest jak to, co jest wyżej, a to, co jest wyżej, jest jak to, co jest niżej, dla przeniknięcia cudów jedynej rzeczy.Mówiąc po polsku,to co dzieje się w makrokosmosie,znajduje swoje odzwierciedlenie w mikrokosmosie,ponieważ tu i tam działają te same mechanizmy,nawet w tak odległych,wydawałoby się rzeczach,jak wzorzec reakcji i postępowania na NAGANĘ,tak tak.....

Historie tę opowiedziała mi znajoma która mieszka w Australii,a dotyczy ona naszego rodaka,człowieka już niemłodego,w sile wieku będącego menadżerem wysokiego szczebla w międzynarodowej korporacji.Poprosił on,moją znajomą o znalezienie odpowiedniego (prestiżowego)domu,dla niego i jego rodziny.Niełatwo było spełnić jego wymagania(to zupełnie inne opowiadanie...)ale udało się!,umowa podpisana,rodzina wprowadza się,no i ...właśnie,po jakimś czasie okazało się,że oprócz przywileju mieszkania na pięknym osiedlu,są jeszcze pewne obowiązki.Obowiązek segregowania odpadków,uczestniczenia w zebraniach rady osiedla,oraz,o zgrozo!!!,regularnego strzyżenia trawników do określonej wysokości,w określone dni,w określonych godzinach itd.Wszystko to było w umowie małym,wrednym druczkiem...w dodatku pod rygorem wykluczenia.Kiedy menadżer dostał list od rady osiedla zbielałymi wargami wyszeptał-No to Boga już nie ma!.On tu zaharowuje się dla dobra ludzkości i tych prostackich,i niewdzięcznych Kangurów,a oni mu tak?!,dobrze on im też pokaże!.Facet wdał się w wojnę,obraził się na sąsiadów,wynajął prawników.....



 

11:58, manonegraa
Link Komentarze (7) »
czwartek, 31 grudnia 2015
Grona prawdziwych przyjaciół, niewyczerpanych pokładów energii, uśmiechu na co dzień, drogi usłanej różami, satysfakcji z pracy, genialnych pomysłów, niskich podatków, słodkiego miłego życia, świeżości spojrzenia, głównej wygranej na loterii, pozytywnej aury, pogody ducha, pomyślnych wiatrów,jasności umysłu, niebanalnych wyzwań, miłych snów, pewności siebie,błyskotliwych ripost:))
czwartek, 24 grudnia 2015
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 23 grudnia 2014
sobota, 20 grudnia 2014

Farfurkis pokiwał głową i zaczął szybko pisać w zapełnionym już notesie.- Wypiliście? - spytał Ławr Fiedotowicz, obserwując komendanta przez lornetkę. - Więc kontynuujcie.- Miejsce pracy w chwili obecnej: rencista-wynalazca -miękkim głosem odczytał komendant. - Czy był za granicą:nie był. Krótka charakterystyka niewyjaśnioności: heurystyczna maszyna, to znaczy elektronowo-mechaniczne urządzenie do rozwiązywania inżynieryjnych, naukowych, socjologicznych i innych problemów. Najbliżsi krewni: sierota, braci isióstr nie posiada. Stałe miejsce zamieszkania: Nowosybirsk, ulica Szczukińska 23, mieszkania 88. To wszystko.- Czy są jakieś propozycje? - zapytał Ławr Fiedotowicz, na wpół spuściwszy ciężkie powieki.- Ja bym proponował wpuścić - powiedział Chlebowwodow.  - Czy są jeszcze jakieś wnioski? - zapytał Ławr Fiedotowicz, szukając na stole przycisku dzwonka. - Niech sprawa wejdzie, towarzyszu Zubo - powiedział do komendanta po daremnych poszukiwaniach.Komendant skoczył do drzwi, wysunął głowę, cofnął i usiadł na swoim miejscu. Przechylony na bok pod ciężarem ogromnego czarnego futerału, wtoczył się w ślad za nim chuderlawy staruszek w szerokiej, długiej bluzie z pasem i wojskowych bryczesach z pomarańczowymi lampasami. Po drodze do stołu kilka razy próbował się zatrzymać, by ukłonić się z godnością, ale posiadający, jak można przypuszczać, zdolność cudownej inercji futerał nieubłaganie niósł go do przodu. Może nawet nie obeszło by się bez ofiar, gdybyśmy wraz z Edikiem nie podtrzymali staruszka na pół metra przed Farfurkisem, który już podskakiwał ze strachu. Poznałem staruszka już w pierwszej chwili. Wiele razy bywał w naszym instytucie i w wielu innych instytutach też, kiedyś nawet widziałem go w poczekalni wiceministra Przemysłu Ciężkiego,gdzie jako pierwszy siedział w kolejce -cierpliwy, czyściutki, płonący entuzjazmem. Był to staruszek sympatyczny, dość nieszkodliwy, ale niestety nie potrafił się włączyć w bieg postępu naukowo-technicznego.Wyjąłem z jego rąk futerał i umieściłem wynalazek na stole demonstracyjnym. Uwolniony staruszek ukłonił się wreszcie.- Moje uszanowanie. Maszkin Edelwejs Zacharowicz, jestem wynalazcą - rzekł drżącym głosem.- Nie ten - półgłosem powiedział Chlebowwodow. -Nie ten, niepodobny. Chyba całkiem inny Babkin. Imiennik chyba.- Tak, tak - z uśmiechem potwierdził staruszek. - Przyniosłem, tego, przed sąd społeczności. Profesor, tego,towarzysz Wybiegałło, daj mu Boże zdrowie, rekomendował. Mogę, tego, już demonstrować, jeżeli nie macie nic przeciwko, bo, tego, zasiedziałem się u was w Kolonii całkiem niemożliwie...Obserwujący go uważnie Ławr Fiedotowicz odłożył lornetkę i z wolna skinął głową. Staruszek zakrzątnął się. Spod pokrywy futerału wyłoniła się ogromna, staroświecka maszyna do pisania. Wyciągnął z kieszeni kłębek przewodu, wetknął jeden koniec gdzieś we wnętrze maszyny, wyszukał wtyczkę, rozsupłał przewód i wetknął wtyczkę w gniazdko.- Macie oto przed sobą tak zwaną maszynę heurystycz-ną-powiedział wolno staruszek. -Precyzyjne elektroniczno mechaniczne urządzenie, udzielające odpowiedzi na wszelkie pytania, w szczególności dotyczące nauki i gospodarki. Jak ono działa? Nie posiadając dostatecznych środków i będąc podkopywanym przez różnych biurokratów, maszyna moja niej est jeszcze w pełni zautomatyzowana. Pytania przekazuje się jej drogą ustną, ja je drukuję, wprowadzam do jej wnętrza, że tak powiem, do jej świadomości. Odpowiedź znów, ze względu na niepełną automatyzację, drukuję osobiście. Jestem, w pewnym sensie, pośrednikiem, cha, cha! Służę więc uprzejmie.Staruszek stanął przy maszynie, eleganckim ruchem przesunął wałek i we wnętrzu maszyny zapaliła się neonowa żarówka.- Służę uprzejmie - powtórzył staruszek.- Co tam macie za lampkę? - zapytał z zainteresowaniem Farfurkis. Staruszek natychmiast uderzył w klawisze, potem szybko wyciągnął z maszyny kartkę papieru i truchtem podbiegł do Farfurkisa.- „Pytanie: co tam w ni... hmm... w niej, w środku za lpk..." - głośno odczytał Farfurkis. - Elpeka... Cóż to za elpeka?- Znaczy się, lampka - powiedział staruszek, chichocząc i zacierając ręce. - Kodujemy powolutku. - Wyrwał Farfurkisowi kartkę i pobiegł z powrotem do maszyny. - To, znaczy się, było pytanko - rzekł wciskając kartkę pod wałek. -A teraz zobaczymy, co nam powie maszyna...Członkowie Trójki z zainteresowaniem śledzili ruchy Maszkina. Profesor Wybiegałło dobrodusznie i po ojcowsku promieniał, eleganckimi ruchami wybierając z brody jakieś śmiecie. Edik znajdował się w stanie w pełni uświadomionej nostalgii. Staruszek dumnie uderzył w klawisze i znów wyciągnął kartkę.- Oto odpowiedź, służę.- „W moim wnętrzu... hmm... nie.. .neonówka" - odczytał Farfurkis - Co to takiego - neonówka?- Ein sekund - zakrzyknął wynalazca, chwycił kartkę i znów pobiegł do maszyny. Ruszyło. Maszyna dała godną analfabety odpowiedź, odpowiedziała Farfurkisowi, co pisze „w środku" zgodnie z zasadami gramatyki, następnie...- Jakiej znów gramatyki? - spytał Farfurkis.- A naszej rosyjskiej gramatyki - odpowiedziała maszyna.- Czy znacie Babkina Edwarda Piotrowicza? -wtrącił się Chlebowwodow.- Całkiem nie - odpowiedziała maszyna.- Hmm... Jakie będą wnioski? - spytał Ławr Fiedotowicz.- Uznać mnie za fakt naukowy - odparła ponownie maszyna.



07:24, manonegraa
Link Komentarze (2) »
środa, 01 października 2014

Najwyraźniej pisanie blogu w moim przypadku przyjmuje formę "sezonową".W czerwcu dostałem,wydawało się,ciekawą propozycję wyjazdu za granicę,w celu podreperowania finansów,niestety wyjazd okazał się kompletnym fiaskiem,potem było jeszcze gorzej...W sumie,próbując wybrnąć z sytuacji uruchomiłem swoje stare kontakty z Francji,co do pewnego stopnia pozwoliło mi powrócić"z twarzą",ale bez satysfakcjonującej gratyfikacji,niestety.Za to moja nieobecność miała swoje negatywne skutki,na budowie został niechlujnie wylany betonowy fundament,przez co,musiałem własnoręcznie dokonywać pracochłonnych poprawek.Żona dzielnie radziła sobie z"ogarnięciem"całości i złożoności opieki nad wszystkim,aż do momentu gdy"wysiadł"jej kręgosłup,tym bardziej mój wyjazd wydaje mi się kompletną pomyłką,jak powiadał Duńczyk "z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk a rośnie na święty spokój"

nudy

13:50, manonegraa
Link Komentarze (13) »
środa, 18 czerwca 2014

Wstaliśmy, by się ukłonić. Nie spuszczając z nas oka, komendant wygramolił się zza swojego stolika, wykonał kilkaskradających się kroków i zatrzymawszy się przed Edikiem, wyciągnął dłoń. Dobrze wychowany Edik uśmiechnął sięblado, uścisnął mu dłoń, po czym cofnął się o krok i znów się ukłonił. Wydawało się, że komendant jest wstrząśnięty.Dłuższą chwilę stał w poprzedniej pozie, potem uniósł dłoń do twarzy i obejrzał z niedowierzaniem. Coś się nie zgadzało.Komendant zamrugał oczami, po czym z ogromnym zaniepokojeniem, jakby szukając czegoś upuszczonego, zacząłoglądać podłogę przy swoich nogach. W tym momencie zorientowałem się.- Dokumenty! - syknąłem. - Pokaż mu dokumenty!Komendant, uśmiechając się niezbyt normalnie, dalej oglądał podłogę. Edik pospiesznie podał mu swojąlegitymację służbową i delegację. Komendant pożarł oczami najpierw delegację, potem fotografię w legitymacji, a nazakąskę samego Edika. Zgodność fotografii z oryginałem wprawiła go w jawny zachwyt.- Bardzo mi miło! - wykrzyknął. - Moje nazwisko Zubo. Miło mi powitać. Urządzajcie się, zakwaterujcie,towarzyszu Amperian, mamy przed sobąpracy a pracy... -Nagle zatrzymał siei spojrzał na mnie. Trzymałem już wpogotowiu swojąlegi-tymacjęi delegację. Procedura pożerania powtórzyła się. -Bardzo mi miło! - krzyknął komendant zidentyczną jak poprzednio intonacją. -Mojenazwisko Zubo. Komendant. Urządzajcie się, towarzyszu Priwałow,zakwaterujcie...- Jak z hotelem? - spytałem urzędowym tonem. Wydało mi się, że będzie to najwłaściwszy ton. Niestety, popełniłembłąd. Komendant puścił moje pytanie mimo uszu. Właśnie oglądał delegację.- Skrzynka Czarna Idealna - mruczał pod nosem. Mamy taką, jeszcze nie rozpatrywaliśmy... Mówiąca Pluskwa,wiecie, już zracjonalizowana, towarzyszu Amperian... Nie wiem, nie wiem... Ławr Fiedotowicz jeszcze popatrzy, ale nawaszym miejscu byłbym ostrożny...Nagle zamilkł, natężył słuch i kłusem rzucił się na swoje miejsce. W poczekalni rozległy się kroki, kaszel, drzwiotworzyły się i na salę wkroczyła Trójka w pełnym swoim składzie -wszyscy czterej.Ławr Fiedotowicz Winiukow całkowicie zgadzał się z opisem: biały, wypielęgnowany, potężny, nie zwracającuwagi na nikogo, przemaszerował na miejsce przewodniczącego, siadł, postawił przed sobą ogromną teczkę, otworzyłjąztrzaskiem i zaczął wykładać na zielone sukno przedmioty, niezbędne do skutecznego przewodniczenia. Była tam teczka napapiery z krokodylowej skóry, komplet długopisów w safianowym etui, paczka papierosów „Hercegowina-Flor",zapalniczka w kształcie łuku triumfalnego i pryzmatyczna lornetka teatralna.Rudolf Archipowicz Chlebowwodow, żółty i chudy jak wiejski płotek, siadł po lewej ręce Ławra Fiedotowicza inatychmiast zaczął szeptać mu coś do ucha, biegając bez celu zaczerwienionymi oczami po kątach sali.Rudy, pulchny Farfurkis nie zasiadł za stołem. Demokratycznie zajął miejsce na twardym krześle naprzeciwkomendanta, wyjął gruby, zapisany notes w wyblakłej okładce i zaczął coś notować.Konsultant naukowy, profesor Wybiegałło, którego poznaliśmy bez uciekania się do jakichkolwiek opisów, obejrzałnas obój ętnie, zmarszczył brwi, podniósł na moment oczy do góry, jak gdyby starając się przypomnieć, gdzie to on miałokazję nas już poznać. Powieważ jednak nie udało mu się to, siadł za swoim stolikiem i szybko rozpoczął przygotowaniado rozpoczęcia pełnienia obowiązków. Pojawił się przed nim pierwszy tom Małej Encyklopedii Radzieckiej, potem drugi,trzeci, czwarty...- Hrrrm - rzekł Ławr Fiedotowicz i spojrzał po obecnych wzrokiem przenikającym ściany i widzącym wszystko nawylot. Wszyscy byli przygotowani: Chlebowwodow poszepty-wał, Farfurkis robił kolejną notatkę, komendant niczymuczeń przed klasówką przewracał nerwowo kartki, a Wybiegałło położył przed sobą tom szósty. Jeśli chodzi oprzedstawicieli, to wedle wszelkich danych nie mieliśmy żadnego znaczenia. Spojrzałem na Edika i natychmiast sięodwróciłem. Edik był bliski kompletnej demoralizacji. Pojawienie się Wybiegałły zupełnie go wykończyło.- Wieczorne posiedzenie Trójki uważam za otwarte - powiedział Ławr Fiedotowicz -Następny! Referujcie,towarzyszu Zubo.Komendant podskoczył i rozpoczął cienkim głosem, trzymaj ąc przed sobą otwartą teczkę.- Sprawa numer czterdzieści dwa. Nazwisko: Maszkin. Imię: Edelwejs. Imię ojca: Zachar.- Od kiedy to on się podaj e za Maszkina? - zapytał z obrzydzeniem Chlebowwodow. - Babkin, a nie Maszkin!Babkin Edelwejs Piotrowicz. Pracowałem z nim w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku w KomitecieGospodarki Mlecznej. Edli Babkin, taki krępy facet, śliwki bardzo lubi... I niestety, to nie Edelwejs, tylko EdwardPiotrowicz Babkin...Ławr Fiedotowicz zwrócił powoli kamienną twarz na Chlebowwodowa.- Babkin? - rzekł. - Nie pamiętam... Kontynuujcie, towarzyszu Zubo.- Imię ojca: Zachar - powtórzył komendant i zadrżał mu policzek. -Roki miejsce urodzenia: tysiąc dziewięćsetpierwszy, miasto Smoleńsk, narodowość...- E-dul-wejs czy E-dol-wejs? - zapytał Farfurkis.- E-del-wejs - powiedział komendant. - Narodowość: Białorusin. Wykształcenie: niepełne średnie ogólnokształcące,niepełne średnie techniczne. Znajomość języków obcych: rosyjski -biegle, ukraiński i białoruski - ze słownikiem. Miejscepracy...Chlebowwodow pacnął się nagle głośno w czoło.- Ależ nie! - wrzasnął. - On umarł!- Kto umarł? - drewnianym głosem zapytał Ławr Fiedo-towicz.- No, ten Babkin. Jak dziś pamiętam - w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym szóstym, na zawał serca. Został wówczasdyrektorem administracyjnym Wszechrosyjskiego Związku Odkrywców Przyrody i umarł. Dlatego coś się tu nie zgadza.Ławr Fiedotowicz podniósł lornetkę i co jakiś czas badawczo spoglądał na komendanta, który całkowicie utracił darStrugaccy A i B - Bajka o trojce5mowy.- Czy wyszczególniony jest fakt śmierci? - poinformował się Ławr Fiedotowicz.- Jezu Chryste... -wybełkotał komendant. -Jakiej śmierci?... Po co zaraz śmierci... On żyje, czeka w poczekalni...- Chwileczkę - wmieszał się Farfurkis. - Pozwolicie, Ławrze Fiedotowiczu? Towarzyszu Zubo, kto czeka wpoczekalni? Tylko dokładnie. Nazwisko, imię własne, imię ojca.- Babkin! - jęknął komendant. - To znaczy, co ja gadam! Nie Babkin, a Maszkin! Maszkin czeka. Edelwejs Zacharowicz.- Rozumiem - rzekł Farfurkis. - A gdzie jest Babkin?- Babkin umarł - powiedział autorytatywnie Chlebowwodow. - Z całą pewnością w tysiąc dziewięćsetpięćdziesiątym szóstym. Mówiąc między nami, miał syna. Chyba było mu Paszka. Znaczy się Paweł Edwardowicz.Zarządza teraz magazynem odpadów tekstylnych w Golicynie, tym pod Moskwą. Robotny facet, ale chyba nie Paweł mimowszystko, nie Paszka...Farfurkis nalał do szklanki wodę i podał komendantowi. W ciszy, która nastąpiła, słychać było jak komendantprzełyka głośno. Ławr Fiedotowicz ugniótł papierosa i zapalił.-Nikt nie jest zapomniany i nic nie jest zapomniane -rzekł. -To dobrze. Towarzyszu Farfurkis, proszę wprowadzić doczęści zasadniczej protokołu, że Trójka uważa za pożyteczne poczynić odpowiednie kroki w celu odnalezienia synaBabkina Edwarda Piotrowicza w kwestii wyjaśnienia jego imienia. Społeczeństwu niepotrzebni są bezimienni bohaterowie.My ich nie mamy. 

11:15, manonegraa
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9